Tekst na 11 I (środa)

Studentów filozofii obowiązuje znajomość tekstu Fredrica Jamesona „Postmodernizm i społeczeństwo konsumpcyjne”.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Artur Maroń on

    Chciałbym dodać kilka uwag do tekstu Jamesona. Pierwsza jest taka: postmodernistyczna koncepcja kultury przeciwstawiając się w pewnej mierze podziałowi na kulturę wysoką i niską, naraża się na poważny zarzut. Taki oto, że w jej ramach forsuje się fałszywą tezę, że do tego, co popularne trzeba „wracać”, czy też trzeba popkulturę „ponownie docenić” lub się nią „zachwycić”. Fałszywą, ponieważ w kulturze popularnej wiele dzieł sztuki bez trudu aspirowało i może nadal aspirować i wręcz jest wliczane do grona sztuki wysokiej. O jakie dzieła chodzi? Z przykładów polskich podałbym np. powieści Andrzeja Sapkowskiego, czy muzykę Tymona Tymańskiego, których autorzy sami określają swoje dzieła jako (ambitny, offowy) pop, czy też sztukę dostarczającą rozrywkę na poziomie. A więc, czy trzeba być postmodernistą, żeby doceniać osiągnięcia sztuki, czy kultury popularnej (komiksy, muzyka hip-hop, pewne gry komputerowe, manga/anime, etc.) oraz wysokiej? Z drugiej strony podział wcale nie musi być płynny, żeby być ruchomym, tzn. coś, co powstaje w świecie kultury wysokiej może przenieść się do świata kultury niskiej (np. za sprawą ekranizacji). A może jest tak, że podział przedstawia się po prostu inaczej, niż to przedstawiają postmoderniści i niektórzy „tradycjonaliści” – jest o wiele trudniejszy do uchwycenia ze względu na zmiany w samej sztuce i jej wartościowaniu.

    Po drugie, te dwa światy już dawniej przenikały się (powieści Sienkiewicza), a rozróżnienie to ma chyba charakter bardziej społeczny, niż „historyczno-sztuczny”. Bo czy nie jest przypadkiem tak, że kultura jest czymś żywiącym się samym sobą, czymś, co tworzy pomosty między „elitami” i „masami”, zamazuje i tworzy podziały tam, gdzie się tego nie można było spodziewać? Inaczej mówiąc, po co wykopywać przepaść tam, gdzie jej nie ma lub być nie musi? Czy powieści Lema są modernistyczne, czy postmodernistyczne? Należą do kultury wysokiej czy niskiej? A powieści Tolkiena?

    Można również zauważyć istniejącą (na ile powszechną to inna sprawa) tendencję do zajmowania postawy ignoranckiej w odniesieniu do jednego i drugiego świata – tj. przekonanie, że do odbioru popkultury nie potrzeba żadnych kompetencji, bo jej treść i forma jest rzekomo płaska i trywialna (o fałszywości tego sądu przekona się każdy, kto spróbuje odczytać grafiti, albo rozeznać się w języku subkultur, które generują całe galaktyki nowych sensów i języków odbioru rzeczywistości) oraz przekonanie niektórych „popkulturowców”, że sztuka wysoka jest nudna (co również nie wydaje mi się trafne). Tutaj postmoderniści z pewnością by się ze mną zgodzili.

    Osobną sprawą jest to, czy diagnoza Jamesona dotycząca odbioru rzeczywistości jest trafna. Czy nie powstają filmy wyłamujące się ze schematu pastisz/parodia? Czy rzeczywiście wszystko już było lub prawie wszystko? A może jest to po prostu czystej wody europocentryzm, ograniczanie się do horyzontu europejskiego, gdzie istotnie doszło do pewnego przesytu, ale gdy spojrzymy szerzej: np. na kinematografię Ameryki Łacińskiej, Azji – dostrzeżemy jak bardzo się mylimy? A może po prostu nie dostrzegamy całej sfery produkcji „małej”, offowej, skupiając się na wielkich kasowych produkcjach? A może sowa Minerwy wylatuje wraz z zapadającym zmierzchem i to, co wydaje się nam przesytem dziś, urodziło już coś nowego, ale nie umiemy jeszcze tego dostrzec?

    Na tym tle zasadne wydaje się również pytanie o kanon – czy on istnieje, jeśli tak, to kto go określa lub też – czy należy pogodzić się z myślą, że sposób istnienia sztuki zmienił się i samo pojęcie kanonu odsyła do zupełnie odmiennego kontekstu społecznego sztuki i jej odbiorców, czy też: może można go uwspółcześnić? W tym punkcie warto posłuchać rozmowy radiowej Andrzeja Skrendo z profesorem Jerzym Kochanem o roli konesera, czyli próby „uratowania”, czy uwspółcześnienia pewnych dawnych ról dla nowego kontekstu społecznego w ramach projektu oświeceniowego: http://www.youtube.com/watch?v=wcFYroZWvHY&feature=related .

    I wreszcie kwestia samego postmodernizmu. Czy jest on jedynie zjawiskiem ze sfery kultury? Wielu teoretyków marksistowskich, ale też niemarksistowskich nie zgodziłoby się z tym. Wskazywaliby na pewne nurty filozoficzne, teorie społeczne, które kojarzymy z postmodernizmem, a które przyczyniły się lub mogą się przyczynić do zachwiania się myśli krytycznej wobec panującego porządku lub też podważenia ideału naukowej racjonalności. Można tu wymienić takie prace, jak: T. Eagleton, Iluzje postmodernizmu (praca dostępna w sieci); E. Gellner, Postmodernizm, rozum i religia, Warszawa 1997; D. Harvey, The condition of postmodernity; oraz głośna książka Alaina Sokala i Jeana Bricmonta: Modne bzdury. O nadużyciach nauki popełnianych przez postmodernistycznych intelektualistów, Prószyński i S-ka, 2004; i inne.

    Pozdrawiam

    • Michał Sokolski on

      @”Chciałbym dodać kilka uwag do tekstu Jamesona. Pierwsza jest taka: postmodernistyczna koncepcja kultury przeciwstawiając się w pewnej mierze podziałowi na kulturę wysoką i niską, naraża się na poważny zarzut. Taki oto, że w jej ramach forsuje się fałszywą tezę, że do tego, co popularne trzeba „wracać”, czy też trzeba popkulturę „ponownie docenić” lub się nią „zachwycić”.”

      O wiele skromniej: uczyć się od Las Vegas.

      @”Fałszywą, ponieważ w kulturze popularnej wiele dzieł sztuki bez trudu aspirowało i może nadal aspirować i wręcz jest wliczane do grona sztuki wysokiej. O jakie dzieła chodzi? Z przykładów polskich podałbym np. powieści Andrzeja Sapkowskiego, czy muzykę Tymona Tymańskiego, których autorzy sami określają swoje dzieła jako (ambitny, offowy) pop, czy też sztukę dostarczającą rozrywkę na poziomie. A więc, czy trzeba być postmodernistą, żeby doceniać osiągnięcia sztuki, czy kultury popularnej (komiksy, muzyka hip-hop, pewne gry komputerowe, manga/anime, etc.) oraz wysokiej?”

      Ale przecież zarówno Tymański jak i Sapkowski to (w sensie, który nadaje temu słowu Jameson) postmodernizm czystej wody. Przecież powieści i opowiadnia o Wiedźminie to właśnie sprawny pastisz: bajki, baśnie, Sienkiewicz, Tolkien, Pasek, Dungeons&Dragons, Chandler, Gołubiew itd. itp. Wystarczy przypomnieć toczone w latach 90 spory o „batystowe majtki Yennefer”: czy coś takiego może znaleźć się w pożądnej powieści fantasy? W postmodernistycznej – tak. Albo P.O.L.O.V.I.R.U.S. Kur: najsławniejsza płyta Tymańskiego, w całości oparta o pastisz. „Uczenie się od Las Vegas” to również: uczenie się od Sienkiewicza i od Disco Polo.

      @”Czy powieści Lema są modernistyczne, czy postmodernistyczne?”

      Polecam „Obłok Magellana”: „Czarodziejska góra” w kosmosie, 120% modernizmu.

      @”A powieści Tolkiena?”

      Torysowski romantyzm, „mitologia dla Albionu” itd. Tolkien traktował sam siebie po modernistycznemu serio.

      @”Osobną sprawą jest to, czy diagnoza Jamesona dotycząca odbioru rzeczywistości jest trafna. Czy nie powstają filmy wyłamujące się ze schematu pastisz/parodia?”

      A czy powstają nowe, oryginalne symfonie? Owszem, tylko że nie o to chodzi. Jameson opisuje to dość dobrze w książce „Marxism and form” kiedy omawia, po swojemu, Adorna: dawniej przeciętny słuchacz w filharmonii był w stanie docenić np. kunszt Beethovena. Dzisiaj słucha się, powiedzmy, V Symfonii tak, jak słucha się muzyki filmowej: traktując ją jako coś w rodzaju dźwiękowego tła, skupiając się na tym, jak emocje, które budzi muzyka pasują do naszego nastroju. Albo, jak pisze Lyotard:

      „Eklektyzm to zerowy stopień współczesnej kultury ogólnej: słucha się reggae, ogląda westerny, obiad je u McDonalda, a kolację – w restauracji z kuchnią miejscową, używa się paryskich perfum w Tokio, w Hongkongu urządza się mieszkania w stylu retro, wiedza staje się przedmiotem teleturniejów. Łatwo jest znaleźć publiczność dla dzieł eklektycznych”.
      (http://www.scribd.com/doc/58363348/Lyotard)

      Chodzi o to, że sam podmiot stał się przedsięwzięciem tego rodzaju: „pastiszem” składanym ze skrawków. Dlatego nawet „ważny”, „wybitny”, nie-pastiszowy film z Ameryki Łacińskiej zostanie przyswojony jako jeszcze jeden produkt kulturowy: taki jak Doda albo Sapkowski albo buty Adidasa albo itd. itp. Przy okazji spacyfikowane zostanie też np. jego polityczne przesłanie. Dlatego Jameson – jako marksista – kładzie nacisk na te akurat a nie inne cechy postmodernizmu: to właśnie w „pastiszowości” i w „schizofrenii” przejawia się dziś hegemonia kapitału.

      @”I wreszcie kwestia samego postmodernizmu. Czy jest on jedynie zjawiskiem ze sfery kultury?”

      Oczywiście nie jest. Nie znam chyba żadnego poważnego teoretyka, który by tak twierdził. Na pewno nie twierdzi tak Jameson: jego tekst traktuje ponowoczesność jako „logikę kulturową” współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego.

      @”Można tu wymienić takie prace, jak:”

      Omówienie dzisiejszych stanowisk marksistowskich nt. postmodernizmu (w tym Jamesona, Harveya i Eagletona), można znaleźć w całkiem świeżej książce Bartosza Kuźniarza „Goodbye mr. Postmodernizm”.

  2. Artur Maroń on

    Dziękuję za obszerną odpowiedź.

    „O wiele skromniej: uczyć się od Las Vegas.”

    „Ale przecież zarówno Tymański jak i Sapkowski to (w sensie, który nadaje temu słowu Jameson) postmodernizm czystej wody. Przecież powieści i opowiadnia o Wiedźminie to właśnie sprawny pastisz: bajki, baśnie, Sienkiewicz, Tolkien, Pasek, Dungeons&Dragons, Chandler, Gołubiew itd. itp. Wystarczy przypomnieć toczone w latach 90 spory o „batystowe majtki Yennefer”: czy coś takiego może znaleźć się w pożądnej powieści fantasy? W postmodernistycznej – tak. Albo P.O.L.O.V.I.R.U.S. Kur: najsławniejsza płyta Tymańskiego, w całości oparta o pastisz. „Uczenie się od Las Vegas” to również: uczenie się od Sienkiewicza i od Disco Polo.”

    „Chodzi o to, że sam podmiot stał się przedsięwzięciem tego rodzaju: „pastiszem” składanym ze skrawków. Dlatego nawet „ważny”, „wybitny”, nie-pastiszowy film z Ameryki Łacińskiej zostanie przyswojony jako jeszcze jeden produkt kulturowy: taki jak Doda albo Sapkowski albo buty Adidasa albo itd. itp. Przy okazji spacyfikowane zostanie też np. jego polityczne przesłanie. Dlatego Jameson – jako marksista – kładzie nacisk na te akurat a nie inne cechy postmodernizmu: to właśnie w „pastiszowości” i w „schizofrenii” przejawia się dziś hegemonia kapitału.”

    Tak, moja uwaga jest na marginesie głównego toku wywodu Jamesona, chodzi mi o ten fragment:

    „Drugą cechą naszej listy postmodernizmów jest widoczny w niej zanik kluczowych zagadnień i przedziałów, a zwłaszcza rozmycie wcześniejszego rozróżnienia na kulturę wysoką i tak zwaną kulturę popularną. Zdaje się, że ta właśnie okoliczność jest najbardziej denerwująca z punktu widzenia akademii, urzędowo niejako zainteresowanej utrzymywaniem królestwa wysokiej, elitarnej kultury przeciwstawiającej się otaczającemu ją filisterstwu, tandecie, kiczowi, serialom telewizyjnym i kulturze <>, oraz przekazywaniem nowicjuszom trudnych i złożonych umiejętności czytania, słuchania i patrzenia. Tymczasem wiele nowszych odmian postmodernizmu uległo fascynacji całym tym krajobrazem reklam i moteli, główną ulicą Las Vegas, nocnymi programami telewizyjnymi i hollywoodzkimi filmami klasy B, jak również tak zwaną paraliteraturą z jej lotniskowo-poczekalniowymi podziałami gatunkowymi na powieść gotycką i romans, popularną biografię, historię kryminalną, science-fiction i powieść fantasy. Postmoderniści „cytują” takie „teksty” zupełnie inaczej niż Joyce czy Mahler; oni je wtapiają w utwór, aż granica pomiędzy sztuką wysoką i formami komercyjnymi staje się prawie niemożliwa do określenia.”

    Chodzi mi konkretnie o to, że jeśli podmiot stał się

    „„pastiszem” składanym ze skrawków”

    i jeśli

    „nawet „ważny”, „wybitny”, nie-pastiszowy film z Ameryki Łacińskiej zostanie przyswojony jako jeszcze jeden produkt kulturowy: taki jak Doda albo Sapkowski albo buty Adidasa albo itd. itp.”

    to zadaniem krytyki kultury jest odpowiedź na pytanie, czy jest to sytuacja domknięta, czy jednak możliwy jest opór, odnalezienie szczeliny w tym uniwersum. Jameson pozostawia to pytanie otwarte, ale warto zwrócić uwagę, że jest ono otwarte dla postmodernizmu, jest pytaniem od wewnątrz, ponieważ dla niego (w moim poczuciu) opór wobec postmodernizmu (w zacytowanym wyżej sensie) od zewnątrz byłby powrotem do „punktu widzenia akademii”. Tymczasem kwestia nie wydaje mi się jednoznaczna, ze względu na wątpliwe założenie na temat „trudnych i złożonych umiejętności czytania, słuchania i patrzenia.”, że mianowicie są one z zasady przejawem „urzędowego niejako zainteresowania utrzymywaniem królestwa wysokiej, elitarnej kultury”.

    „Oczywiście nie jest. Nie znam chyba żadnego poważnego teoretyka, który by tak twierdził. Na pewno nie twierdzi tak Jameson: jego tekst traktuje ponowoczesność jako „logikę kulturową” współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego.”

    Tak, ten tekst nie traktuje o postmodernizmie jako teorii społecznej. Chciałem tylko zwrócić uwagę na to, że zjawisko nie jest jednowymiarowe.

    Natomiast w dziedzinie teorii Jameson chyba znajduje się blisko postmarksizmu (Laclau i Mouffe, Negri): http://www.skfm.dyktatura.info/download/jameson01.pdf . Jeśli postmarksizm traktować jako pokłosie postmodernizmu, to Jameson będzie sytuował się w obrębie tak rozumianej teorii po-postmodernistycznej.

    P.O.L.O.V.I.R.U.S.’a zaliczyłbym jednak do parodii.

    Pozdrawiam

  3. Artur Maroń on

    „A czy powstają nowe, oryginalne symfonie? Owszem, tylko że nie o to chodzi. Jameson opisuje to dość dobrze w książce „Marxism and form” kiedy omawia, po swojemu, Adorna: dawniej przeciętny słuchacz w filharmonii był w stanie docenić np. kunszt Beethovena. Dzisiaj słucha się, powiedzmy, V Symfonii tak, jak słucha się muzyki filmowej: traktując ją jako coś w rodzaju dźwiękowego tła, skupiając się na tym, jak emocje, które budzi muzyka pasują do naszego nastroju. Albo, jak pisze Lyotard:

    „Eklektyzm to zerowy stopień współczesnej kultury ogólnej: słucha się reggae, ogląda westerny, obiad je u McDonalda, a kolację – w restauracji z kuchnią miejscową, używa się paryskich perfum w Tokio, w Hongkongu urządza się mieszkania w stylu retro, wiedza staje się przedmiotem teleturniejów. Łatwo jest znaleźć publiczność dla dzieł eklektycznych”.
    (http://www.scribd.com/doc/58363348/Lyotard)”

    Nie potrafię na to odpowiedzieć. Nie znam też tej książki Jamesona.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: